Prawdopodobnie wielu z Was zastanawiało się kiedyś, jak wygląda rekrutacja do znanych firm technologicznych z Doliny Krzemowej, jak Google, Facebook czy Stripe. Jest to w sumie wartościowa wiedza, do której jednak dostęp jest w dalszym ciągu dość ograniczony. W sieci można znaleźć wszystko, aczkolwiek brakuje bezpośrednich relacji od ludzi, którzy tam pracują lub pracowali.

Dlatego zapraszam do rozmowy z Tomkiem Wiszkowskim, Polakiem mieszkającym w Seattle, obecnie pracującym w Google od kilku lat przy Androidzie, który opowiedział, jak wyglądała jego przygoda związana z rekrutacją do tej firmy podczas majowego cyklu live-streamów z polskimi programistami z całego świata (info o wrześniowej edycji tutaj: http://event.justjoin.it/)

Dodał kilka anegdot, ale przede wszystkim garść faktów z pierwszej ręki, których raczej nie znajdziesz w sieci:

Piotr Nowosielski: Proces rekrutacji do Google czasem wymaga cierpliwości, jednak raczej nikt nie spodziewa się, że może niekiedy być nie tyle rozciągnięty w czasie, co po prostu odłożony na.. lata? Tomku, opowiedz proszę, jak to u Ciebie z tym było?

Tomek Wiszkowski: W moim przypadku rzeczywiście nieco to trwało… Możecie nie uwierzyć, ale dokładnie pięć lat po tym, jak wysyłałem CV-ki jeszcze na praktyki jako student, odezwał się do mnie Google z zapytaniem – czy to jeszcze aktualne!?

Piotr Nowosielski: Mięli dosyć późny zapłon… z czego to wynika?

Tomek Wiszkowski: Z Google jest tak, że ta firma zatrudnia bezpośrednio programistów, ale ludzie od rekrutacji, za wyjątkiem kilku koordynatorów, lub takich naprawdę wysoko postawionych w hierarchii rekrutacyjnej osób to w większości są ludzie z outsourcingu, którzy zostali podnajęci przez zewnętrzne firmy i oferują usługi rekrutacji do Google na jakiś konkretny okres.

Ja mam takie podejrzenie i to może być kwestia tych z Was, którzy nie dostali odpowiedzi… jest taka szansa, że człowiek, który dostał wasze CV, prawdopodobnie był na rozwiązaniu kontraktu, ale został właśnie jego kontrakt rozwiązany, a był do niego przypisany wasz case. Takie rzeczy w Google naprawdę nie przepadają, mamy jeden wspólny system, w którym to wszystko jest dostępne, a rzeczy, które są nieprzypisane, są widoczne.

Natomiast, gdy rzeczy są przypisane do kogoś, kogo już nie ma, to one czasami są odkładane. Wiecie, póki ktoś się nie zorientuje, że warto przejrzeć case’y związane z tymi ludźmi, których już nie ma, to one po prostu gdzieś tak przepadają.

Piotr Nowosielski: … i Ty miałeś to szczęście, że ktoś przypadkiem otworzył jakiś zakurzony plik na pulpicie i CV-kę o nazwie Tomasz Wiszkowski, po czym stwierdził – dobra, na praktyki będzie w sam raz!

Tomek Wiszkowski: Zgadza się… i tak to się w sumie zaczęło, zaprosili mnie na rozmowę kwalifikacyjną, po tym jak podesłałem im już zaktualizowane po pięciu latach CV.

Piotr: Jak zatem wyglądała dokładniej Twoja rozmowa rekrutacyjna w Google?

Tomek: Proces rekrutacyjny w Google wygląda zupełnie inaczej niż w większości firm, do których aplikowałem do tej pory. Wyjątkiem był Microsoft. Warto pójść na rozmowy nawet jeśli nie jesteście przygotowani do takiej firmy jak Google czy Microsoft.

Fakt faktem, zablokuje wam to możliwość aplikacji do tej firmy na rok, natomiast doświadczenie związane z takim prawdziwym procesem rekrutacyjnym, który jest prowadzony przez tak duże firmy jak Google, Facebook czy Microsoft, jest bezcenny.

Rekrutacja trwa jeden cały dzień. To jest sześć godzinnych spotkań, plus przerwa na obiad i przerwy fizjologiczne.

Piotr: Opowiedz jak to bliżej wyglądało. Był stresik, czy raczej się tym nie stresujesz? Wszedłeś tam na pewniaka i po 2 z 6 rozmów powiedzieli – dobra, te praktyki to zrobisz w 2 tygodnie, później miesiąc stażu i jesteś z nami na pokładzie. Tak?

Tomek: Pamiętam, że Microsoft na rozmowę kwalifikacyjną ściągał mnie do Paryża, a ja jestem człowiekiem, który dość ostrożnie podchodził do kwestii podróżowania na własną rękę na tego typu wyprawę.

Już wyjaśniam: organizacja podróży i zakwaterowanie jest na własną rękę, natomiast wszystko jest później refundowane przez firmy, do których się aplikuje. Microsoft poprosił o zestaw rachunków i dostałem zwrot pieniędzy, wszystko było cacy.

Piotr: Ok, ale powiedz więcej, o co chodzi tym rekruterom z Google?

Tomek: roces rekrutacyjny wygląda w ten sposób, że ludzie bardzo często próbują określić Twój pułap na przestrzeni tych sześciu spotkań. Zaczyna się wszystko od pytań dosyć banalnych.

Piotr: Z kim się spotykasz podczas tych rozmów? To są programiści, czy ludzie stricte od HR-u?

Tomek: To bardzo zależy od firmy, pamiętam, że w Microsofcie próbowali ocenić moje walory pod kątem tego, czy jestem bardziej osobą, która umie podejmować decyzje w specyficznych sytuacjach, czy lepiej odnajduje się w inżynierii, więc oni próbowali określić, który kierunek byłby dla mnie lepszy.

Piotr: Przejdźmy może teraz do pytań, które otrzymałeś. Co zaskoczyło najbardziej?

Tomek: Pamiętam, że potrafiłem zagiąć inżynierów i pamiętam, że nie potrafiłem odgadnąć w ogóle, o co im chodzi z tymi pytaniami, które nie miały sensu. Jakieś były pytania (te najbardziej zdumiewające):

Jesteś na wyspie, na której wybucha pożar. Nie jesteś w stanie uciec z tej wyspy i musisz zrobić coś, żeby nie spłonąć w tym pożarze. Co robisz?

Dla mnie takim typowym pomysłem było: albo bym sobie znalazł polanę, albo bym sobie zwisał z klifu, znalazłbym sobie jakąś półkę, poszedłbym na plażę, gdziekolwiek. Schowałbym się do wody, przecież jestem na wyspie…

Okazało się, że żadna z tych odpowiedzi nie była taka, której ode mnie oczekiwano. Oczekiwano ode mnie odpowiedzi pod tytułem, że podpalam wyspę z drugiej strony i czekam, aż ten pożar spotka się pośrodku. Dla mnie ta odpowiedź była totalnie nieintuicyjna więc oblałem to pytanie.

Czy było coś stricte z IT? 😉

Tomek: Były też pytania stricte inżynieryjne, w stylu: zliczanie bitów w 32 czy 62-bitowym słowie, które można zrobić bez żadnych pętli i pamiętam, że robiąc to bez pętli, wprowadziłem w zdumienie inżyniera, który robił ze mną interwiev.

Wprowadziłem w zdumienie inżyniera, który przeprowadzał ze mną rozmowę. Próbował to zrozumieć.. to było naprawdę budujące, bo znaczyło – hej, nie jestem takim leszczem, potrafię kogoś zagiąć 🙂

Jeżeli chodzi o Google, jest taka książka, jest fenomenalna. Nazywa się „Cracking the Coding Interview” (autor: Gayle Laakmann McDowell). Ona pomaga po pierwsze zmierzyć się z pytaniami, które są na pierwszy rzut oka cholernie trudne, ale pozwala się zmierzyć z nimi w sposób nieszablonowy. To znaczy, szukacie odpowiedzi nieszablonowej na pytanie, które wydaje się być albo cholernie trudne, albo zbyt proste, żeby marnować na nie czas na początek. Wydaje mi się, że to był jeden z tych elementów, który bardzo mi pomógł.

Podczas moich rozmów w Google, ponieważ pytanie, które dostałem na samym początku, można było zrobić bardzo prosto, za pomocą np. zwykłego słownika, zwykłej mapy, ale postanowiłem, że można to zrobić też algorytmiką. Połączyłem moje doświadczenie z inżynierii komputerowej, potrafiłem zminimalizować sobie układ logiczny, przeprowadzić wszystko do szeregu sum i iloczynów logicznych i to co dostałem, kod Greya zdaje się to był, sprowadziłem do jednego równania.

Pamiętam, że to była odpowiedź, której ponownie nie oczekiwał mój rozmówca. Przez jakiś czas się patrzył na mnie i pyta w pewnym momencie – co ja zrobiłem?! 🙂

Więc wytłumaczyłem mu, jak się minimalizuje układy logiczne, jak wygląda kwestia projektowania systemów cyfrowych, skąd to się wzięło, dlaczego to tak działa. Spodobała mu się odpowiedź, ale to chyba tyle.

Piotr: Ok, co było dalej? Opowiedz, jak potoczyła się dalsza część tych rozmów.

Tomek: Następne pytania oczywiście były w miarę coraz trudniejsze, próbowali określić pułap, powyżej którego ja już się złamię. To jest o tyle trudne, że cały czas jesteście na pełnych obrotach, próbujecie się zmierzyć z pytaniami, które wasz mózg podpowiada, że będą strasznie trudne, więc patrzycie na pytanie, które na świeży umysł zrobilibyście w Bashu w 5 linijkach skryptu, tymczasem patrzycie na to pytanie i myślicie sobie: „kurdę, tu jest jakiś haczyk”, bo w Google na rozmowach kwalifikacyjnych jest wręcz rekomendowane by szukać, gdzie ten haczyk jest, bo to co widzicie na początku, zazwyczaj jest stanem pierwotnym przed ewolucją pytania.

Pierwszy wariant jest zawsze prosty. Później dokłada się do niego kolejne warstwy, które sprawiają, że ten wariant robi się coraz  bardziej skomplikowany. W ten sposób szuka się pułapu, ile jesteście w stanie zrobić, zrealizować. Gdzie jest ten poziom, powyżej którego poddajecie się.

Piotr: Jak to zatem jest, gdy trafiasz na to pytanie, które jednak jest za mocne? 😉

Tomek: Ponad ten zwiększający się poziom podczas tych rozmów, po sześciu godzinach, człowiek jest po prostu często bardzo zmęczony. Po prostu intelektualnie zmęczony i patrząc na kolejne pytanie ma ochotę się poddać lub rozpłakać. 🙂 Bo słyszałem też i takie warianty, że ludzie mówili, że już po prostu mają dość.

Warto było oczywiście dotrwać do końca. Pytania mają przedział nie tylko z zakresu algorytmiki, ale jest też bardzo dużo matematyki, jest inżynieria systemów, programowanie rozproszone. Generalnie jeśli umiecie sobie wyobrazić sytuację, w której nawet jakiś algorytm genetyczny mielibyście uruchamiać na kilku maszynach, w sposób rozproszony, jest to taki fajny kierunek, w którym byście się umieli odnaleźć, to bez problemu jesteście w stanie przejść przez rozmowy kwalifikacyjne w Google, lecz nie jest to oczywiście rzecz konieczna.

Piotr: Zabrzmiało tak, jakbym musiał mieć wiedzę o wszystkim?

Tomek: Tak jak Google, Motorola, Microsoft, jak i inne tego typu firmy – bardzo ważny jest wasz poziom umiejętności jeśli chodzi o przedmioty ścisłe. Aczkolwiek każda z tych firm ma swoje problemy, z którymi ciężko mieć styczność w życiu codziennym, a w szczególności, jeżeli np. pracowaliście wcześniej przy stacjach bazowych, jak ja w Motoroli, a nagle przechodzicie do Google, który zajmuje się rzeczami kompletnie innymi, nie ma siły, aby sprostać problemom typowego inżyniera w Google z marszu. Po prostu się tak nie da, dlatego nie musisz wiedzieć wszystkiego.

 

———-

Cała rozmowa z Tomkiem (bite 2 godziny, ale warto) możesz posłuchać pod tym linkiem.
Druga edycja live-streamów już we wrześniu – poznaj gości i zapisz się tutaj: event.justjoin.it

Zapraszam Ciebie również na startup, który rozwijam – justjoin.it – to mapa rynku pracy i największy job board z ogłoszeniami dla polskiej branży IT. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca, ponad 200 firm dodało ponad pół tysiąca ogłoszeń. Także prawdopodobnie serwis będzie mógł pomóc również Tobie.

Zapraszamy do dyskusji